Maaskant: normalna dyscyplina

Maaskant: normalna dyscyplina
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)

Maaskant: normalna dyscyplina
Brak spóźnień, wspólne obiady i oglądanie meczów w domu – to tylko niektóre punkty dyscypliny, które piłkarzom wprowadza Robert Maaskant.
Rz: Po pierwszym treningu z Wisłą w prasie pojawiły się zdjęcia, gdy chowa pan twarz w dłoniach. Jest aż tak źle?

Robert Maaskant: Byłem pewnie trochę zmęczony, wszystko trwało najwyżej sekundę. Błędy na treningach są wszędzie – także w Realu czy Interze, na pewno się tym nie załamuję. Poziom wyszkolenia poszczególnych piłkarzy jest dość dobry, teraz trzeba zrobić z tego drużynę. Takie samo zdanie mieli kibice Wisły, gdy pytałem ich o opinię o zawodnikach.

Gdzie ich pan pytał?

– Na ulicach, w restauracjach. Moja twarz nie była tu jeszcze znana, postanowiłem dowiedzieć się prawdy o Wiśle od ludzi, których gra tej drużyny naprawdę interesuje. Dowiedziałem się, że w Krakowie ludzie mówią dobrze po angielsku i że moi piłkarze nie są negatywnie oceniani. Powiedziałem to im na pierwszej odprawie i zacząłem robić zmiany, nic wielkiego, wprowadziłem normalną dyscyplinę.

Co to znaczy według pana?

– Wszystkich obowiązuje ten sam czas. Nie ma spóźnień, lunch jemy wspólnie, trenujemy ciężko. Do tej pory było tylko kilka incydentów, po których musiałem precyzować swoje zasady. Ostatnio Patryk Małecki w sparingu dostał czerwoną kartkę za dyskusję z sędzią. Porozmawialiśmy o tym przy całej drużynie, piłkarz dostał karę i jestem przekonany, że takie zachowanie już się nie powtórzy. Wprowadziłem też obowiązek oglądania meczów indywidualnie. Po każdym spotkaniu piłkarze dostają DVD. Taka praca domowa.

Słyszał pan, jakie problemy w Wiśle miał Dan Petrescu, jak piłkarze nie chcieli jego ciężkich treningów?

– Słyszałem. Wszyscy popełniają błędy, mądrzy jednak tylko raz. Za Petrescu kierownictwo klubu uwierzyło w wersję zawodników i myślę, że to już się nie zdarzy. Wszyscy wiedzą, że jeśli chce się wygrywać, trzeba ciężko pracować. Z chłopcami wygram mecz, z mężczyznami zdobędę mistrzostwo. Dociera do mnie, że piłkarze mówią o ciężkiej pracy, co świadczy o tym, że idziemy w dobrym kierunku.

W drużynie jest wielu obcokrajowców, nie ma problemu z komunikacją na boisku?

– Jest problem z komunikacją, ale nie na boisku, tylko poza nim. Nie powiem, że drużyna jest podzielona, ale potworzyły się grupy językowe. Dlatego wprowadziłem te wspólne posiłki. Wszyscy siadają obok siebie, rozmawiają. Kiedy ktoś krzyknie coś po hiszpańsku na treningu, przerywam zajęcia i proszę go, żeby przetłumaczył innym. Nie obchodzi mnie, w jakim języku mówisz na boisku, wiem za to, że aby z kimś pracować, musisz go rozumieć.

Co pana skusiło, by podjąć pracę w Polsce? Nie uważa pan, że to krok w tył?

– Nie zrobiłbym kroku w tył. Wisła to wielokrotny mistrz Polski z piękną historią. To dla mnie duża szansa. Moja kariera w Holandii była obiecująca, ale pracowałem w klubach środka tabeli, prowadzić drużynę z małą gwiazdką na koszulce to prawdziwe wyzwanie. Kiedy powiedziałem znajomym, że wyjeżdżam pracować za granicę, pytali, czy do Anglii, czy do Niemiec. Zdziwili się tą Polską, ale tylko do czasu, gdy powiedziałem im nazwę klubu. Oczywiście nigdy nie wiadomo, jak potoczą się moje losy, może zostanę w Krakowie na lata, ale mam inny plan. Prezesi Wisły nie byli zachwyceni, ale gdybym zdobył mistrzostwo i wywalczył awans do fazy grupowej Ligi Mistrzów, to później wyjadę rozwijać się dalej do Niemiec czy Anglii.

Wisła ma w tym sezonie szansę na mistrzostwo?

– Tu zawsze walczy się o pierwsze miejsce, ale tak naprawdę będę wiedział, na czym stoję, dopiero w grudniu. Przyszedłem do klubu tuż przed zamknięciem okna transferowego, poznaję zespół i zdecyduję, kogo trzeba kupić, a kogo zostawić. Chcę, żeby to jak najszybciej była moja Wisła. Na odciśnięcie swojego śladu na drużynie potrzeba sześciu tygodni przygotowań, ja jestem tu dwa, i to w trakcie rozgrywek. Do tej pory nie miałem czasu nawet porozmawiać ze wszystkimi piłkarzami.

To prawda, że ma pan w Krakowie stworzyć także system szkolenia młodzieży?

– Liczy się przede wszystkim praca z pierwszą drużyną, z tego będę rozliczany. Młodą Ekstraklasę też będę oglądał. Ale trochę pojeździłem po Europie, byłem na stażu w Barcelonie, Arsenalu, Chelsea… Bobby Robson w Barcelonie na pytanie, jak wielką uwagę zwracać na drużyny młodzieżowe, odpowiedział: Robert, jeśli 16-letni piłkarz robi teraz karierę w juniorach, w dorosłej piłce liczył się będzie za cztery lata, a wtedy to już pewnie ciebie nie będzie w klubie.

Zobacz także nasze pozostałe artykuły:

about author

admin

related articles

Ankieta:

Czy osobisty terning personalny jest warty swojej ceny?

View Results

Loading ... Loading ...

Komentarze:

Polecamy:

  • Kubot i Lindstedt razem do końca sezonu

    Kubot i Lindstedt razem do końca sezonu   Zwycięzcy wielkoszlemowego Australian Open podjęli ostateczną decyzję: będą grać razem w tym sezonie. Łukasz Kubot i Robert Lindstedt mają niemal pewny awans do turnieju Masters (muszą znaleźć się w top 20 przed publikacją ostatecznej listy londyńskiego turnieju) i głupio by było tego nie wykorzystać. Lindstedt był umówiony…

    Read more